Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Browar Na Jurze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Browar Na Jurze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 grudnia 2014

Moja porterowa piwniczka #5 – Imperator Bałtycki

     Pamiętacie piwo Imperator Bałtycki z zeszłego roku? Zrobiło furorę. Potężny, ciężki jak amerykańskie nastolatki porter bałtycki nachmielony tak modnymi chmielami zza wielkiej wody. Nie ukrywam, że moja dziurawa pamięć podpowiada, iż jest to jedno z najlepszych polskich piw, jakie piłem... I właściwie nie było potrzeby go leżakować. Ale nie byłbym sobą, gdybym jednak kilku butelczyn nie zachomikował w piwnicy. Pierwszą, zgodnie z planem, otwieram dziś – w ostatni czy tam przedostatni dzień, kiedy oficjalnie nadaje się do spożycia. Poleżała w piwnicy rok, starczy jej. Drugą otworzę, gdy już posadzę drzewo, zbuduję dom i spłodzę syna – albo za tydzień, jak zachce mi się pić...

No to szable szklanka w dłoń!

niedziela, 16 lutego 2014

Stouty trzy

     Polska lagerami stoi. Wiadomo. Nie znam statystyk dotyczących udziału w rynku piw górnej fermentacji, ale zgaduję, że nie przekracza on kilku procent. Na pewno wzrósł on znacząco dzięki tzw. "piwnej rewolucji", jednak dalej dla przeciętnego polskiego konsumenta piwem pierwszego wyboru jest w miarę bezsmakowe, łatwo przyswajalne "jasne pełne". Ale to nie tak, że w Polsce wcześniej nie dało się dostać nic ciekawszego. Jasne, nie było takiego wyboru jak teraz, multitapów, sklepów specjalistycznych, gdzie liczba różnych piwnych stylów może doprowadzić klienta do apopleksji. Ale w czasach, kiedy przeciętnemu piwoszowi słowo "górniak" mogło kojarzyć się co najwyżej z piosenkarką znaną z koncertowego położenia przeboju Metallicy, kilka polskich browarów warzyło np. stouty. I to właśnie o tych stoutach jest ten wpis.

wtorek, 24 grudnia 2013

Święta, święta i jeszcze nie po świętach


     Z okazji nadchodzących, a właściwie już trwających świąt życzę Wam wszystkim, drodzy czytelnicy (czyli pewnie tylko mojej matce i dwóm kolegom), dużo rodzinnego ciepła i zimnego (ale nie za bardzo!) piwa. By Wam się w życiu wiodło, praca dawała satysfakcję, rodzina pociechę. Poza tym życzę:

-piwowarom domowym, by ich piwa nigdy nie miewały infekcji, surowce były zawsze wysokiej jakości, drożdże żywotne, żadnych kwasiżurów i dużo frajdy z babrania się w garach;
-browarom, by warzyły same dobre piwa, zdobywały nagrody w piwnych konkursach, by ich piwa podbijały świat, a cały biznes był coraz bardziej opłacalny;
-konsumentom, by browarów było coraz więcej i więcej, piwa trzymały równy poziom i były coraz szerzej dostępne i tańsze. I nie powodowały kaca;
-blogerom, by stale poszerzało się grono ich czytelników, weny nigdy nie brakowało, a za te mityczne zarobki z blogerskiej działalności móc kupić sobie apartament na Costa Brava i prywatny odrzutowiec;
-pubom, by z ich kranów lały się wyłącznie pyszne piwa, by piwosze walili do nich drzwiami i oknami, no i by ten ciężki biznes przynosił krociowe zyski. I klientów nie awanturujących się;
-piwnym sklepom, by wyedukowane piwnie społeczeństwo chętniej kupowało te wszystkie dziwaczne piwa z syropem bekonowym i kawałkami klonów (czy jak to było);
-hejterom, by mieli co hejtować, a i by im żyłka nie pękła.


A teraz życzenia specjalne, czyli krótkie kryptorecenzje (ale same piwa świąteczne, więc ujdzie):

środa, 18 grudnia 2013

Imperator Bałtycki

       I stało się – prosto z Zawiercia na Śląsk trafił (w sumie daleko nie miał) Imperator Bałtycki uwarzony przez Pintę. Ciężki, mocny, ciemny niczym niebo w szkwał i pożądany przynajmniej jak IPhone 4 wśród gimnazjalistów. Udało mi się nabyć jedną z ostatnich butelek w lokalnym sklepie specjalistycznym – a do sprzedaży trafił tam ledwie kilka godzin wcześniej... Na cały kraj przypadło mniej niż 8 000 sztuk. Jak widać na zdjęciu, połakomiłem się również na szkło. No dobra, ale jak to smakuje?

niedziela, 1 grudnia 2013

Apetyt na życie

     Czy wspominałem kiedyś, że bardzo podobają mi się nazwy piw z browaru Pinta (lub PINTA)? Jeśli nie, to piszę o tym teraz. Może niektóre są troszkę pretensjonalne, ale jednak gra słów to jest fajna sprawa. Mogli przecież nazywać swoje piwa "PINTA American India Pale Ale", "PINTA Extra Special Bitter", "PINTA Roggenbier". Nuda! Właśnie – roggenbier, czyli piwo żytnie, najmodniejsze w poprzednim tygodniu (kiedy to w weekend piwa żytnie pojawiły się aż 3 różne). Tym razem, w przeciwieństwie do ŻytoRillo, w wersji klasycznej. Jak smakuje Apetyt na Życie?

czwartek, 21 listopada 2013

Dyniowy zawrót głowy

     Oby ten zawrót głowy nie przerodził się w poranny ból głowy, gdyż planuję (dla Was!) przetestować nie jedno <muzyka z telezakupów>, nie dwa, nie trzy <gromkie oklaski z widowni>, a cztery <ktoś mdleje> różne dyniowe ale'e! Tak tak, cztery różne "dyniowe" piwa! A jeśli zadzwonisz w ciągu 10 minut, to te cztery piwa będą pochodzić z nie jednego, nie z dwóch, a z trzech różnych krajów! Ta jedyna w swoim rodzaju oferta składa się z pintowego Dyniamitu, alebrowarowego Naked Mummy, amerykańskiego The Fear z Flying Doga i Pumpkin Ale prosto z czeskiego Jihlavský Radniční Právovárečný Pivovar! Zapraszam do konfrontacji.

poniedziałek, 18 listopada 2013

ŻytoRillo


     Kolejny wpis o premierowym piwie. Musiałem trochę się nabiegać po sklepach, by dostać je w niedzielę, kiedy sobie o nim przypomniałem (koniec końców kupiłem je w... Burger barze; ale to chyba nic dziwnego, skoro na etykiecie właśnie burgery wołowe są zalecane do spożywania razem z tym piwem), ale cóż – kto w soboty po piwnych sklepach nie chodzi, ten sam sobie szkodzi. Pinta. Lub PINTA, bo o taką konwencję zapisywania nazwy proszą osoby ją stanowiące. Żytorillo.

niedziela, 25 sierpnia 2013

To nie jest recenzja piwa IPA.


Tak, to jest recenzja piwa Ce n'est pas IPA, czyli najnowszego dzieła piwowarów z Pinty. Piwo, jak sama nazwa wskazuje (z francuskiego: „To nie jest IPA”), IPĄ nie jest. A czym jest? Jest piwem w tylu biere de garde. Czyli czym? Czyli… No właśnie. Biere de garde może być jasne albo ciemne, górnej albo dolnej fermentacji itd. Brzmi trochę jak niektóre wkuwane na pamięć definicje na studiach z, których wynika tak naprawdę niewiele… A co wyniknęło z zabrania się chłopaków z Pinty za ten styl?

poniedziałek, 15 lipca 2013

Atak Chmielu



     Długa wahałem się, czy i jak recenzować to piwo. Czy górę wezmą sentymenty (wszak to piwo jest uznawane za jeden z przyczynków do piwnej (r)ewolucji), czy jednak chłodna analiza smaku i aromatu. Czy Atak Chmielu, pity przeze mnie dziesiątki razy, będzie smakował mi tak jak za pierwszym razem, czy też wypiję je trochę beznamiętnie, nie zastanawiając się zbytnio nad smakowymi niuansami. Wreszcie – czy najnowsza warka dorównuje najlepszym spośród pitych przeze mnie na przestrzeni ostatnich lat?

czwartek, 4 lipca 2013

Kozioł w dymie

     Odkąd pierwszy raz spotkałem się z piwem Smokey George, zakochałem się w piwach wędzonych. No dobra, może nie zakochałem, ale bardzo polubiłem piwa tego typu. Pachnące jak wędzona kiełbasa, smakujące dymem – brzmi może niesmacznie, ale smakuje wyśmienicie! Przynajmniej mi – z jakiegoś powodu większość moich znajomych, uraczonych przeze mnie tym typem piwa, wykrzywia twarz z niesmakiem.

     Mało w Polsce popularne, pod strzechy trafiło za sprawą Grupy Żywiec i uwarzonego przez nich RauchBocka. RauchBock (czyli po polsku dymiony koźlak) został uwarzony jako Grand Champion, czyli najlepsze piwo domowe Festiwalu Birofilia 2012. Jednak polskie browary gatunek ten warzyły już wcześniej, np. piwo browaru kontraktowego Pinta o nazwie Jak w Dym jest przykładem piwa w tym stylu. I to o nim będzie dzisiejszy post.

wtorek, 2 lipca 2013

Jurajski bursztyn

Po wczorajszym niemiłym zaskoczeniu związanym z Corneliusem Pszenicznym postanowiłem po dłuższej przerwie wrócić do kolejnego piwa, którego dawno nie miałem okazji pić. Tym razem jednak przerwa nie była tak długa – Zawiercia Bursztynowego nie piłem ledwie od jakichś trzech miesięcy. Podobnie jak pszeniczny Cornelius, tak i Zawiercie Bursztynowe miałem w pamięci jako piwo smaczne i solidne, a w swoim przedziale cenowym – jedno z lepszych. Oczywiście zdarzały się warki gorsze, jak i takie, które skłaniały mnie do porzucenia innych piw – raz trafiłem na całą serię, która smakowała niemalże jak Atak Chmielu w jego najlepszych odsłonach (no, troszkę przesadzam, ale było naprawdę wyśmienite), innym razem trafiałem na egzemplarze, które w smaku przywoływały na myśl kompot ze spirytusem. Jednak przez dłuższy czas piwo trzymało równy, wysoki poziom. Czy tak jest dalej?