Z okazji nadchodzących, a właściwie już trwających świąt życzę Wam wszystkim, drodzy czytelnicy (czyli pewnie tylko mojej matce i dwóm kolegom), dużo rodzinnego ciepła i zimnego (ale nie za bardzo!) piwa. By Wam się w życiu wiodło, praca dawała satysfakcję, rodzina pociechę. Poza tym życzę:
-piwowarom domowym, by ich piwa nigdy nie miewały infekcji, surowce były zawsze wysokiej jakości, drożdże żywotne, żadnych kwasiżurów i dużo frajdy z babrania się w garach;
-piwowarom domowym, by ich piwa nigdy nie miewały infekcji, surowce były zawsze wysokiej jakości, drożdże żywotne, żadnych kwasiżurów i dużo frajdy z babrania się w garach;
-browarom, by warzyły same dobre piwa, zdobywały nagrody w piwnych konkursach, by ich piwa podbijały świat, a cały biznes był coraz bardziej opłacalny;
-konsumentom, by browarów było coraz więcej i więcej, piwa trzymały równy poziom i były coraz szerzej dostępne i tańsze. I nie powodowały kaca;
-blogerom, by stale poszerzało się grono ich czytelników, weny nigdy nie brakowało, a za te mityczne zarobki z blogerskiej działalności móc kupić sobie apartament na Costa Brava i prywatny odrzutowiec;
-pubom, by z ich kranów lały się wyłącznie pyszne piwa, by piwosze walili do nich drzwiami i oknami, no i by ten ciężki biznes przynosił krociowe zyski. I klientów nie awanturujących się;
-piwnym sklepom, by wyedukowane piwnie społeczeństwo chętniej kupowało te wszystkie dziwaczne piwa z syropem bekonowym i kawałkami klonów (czy jak to było);
-hejterom, by mieli co hejtować, a i by im żyłka nie pękła.
A teraz życzenia specjalne, czyli krótkie kryptorecenzje (ale same piwa świąteczne, więc ujdzie):