Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pale Ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pale Ale. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2014

Srpskie pivo

     Tak, tak. Tzw. piwna rewolucja najpierw rozlała się ze Stanów Zjednoczonych po krajach zachodnich, a teraz dzielnie kontynuuje marsz coraz bardziej na wschód (chociaż i na bliskim i dalekim wschodzie zdobywa kolejne przyczółki - vide piwo z Libanu). Nie mogła więc ominąć także Bałkanów. I chociaż można powiedzieć, że dopiero tam raczkuje, to jednak i tam pojawiają się jasne punkty. Co powiecie na piwa z pierwszego rzemieślniczego browaru w serbskim Belgradzie? Mam to szczęście, że kolega (dzięki Michał!) przywiózł mi cztery piwa z tego browaru. Przed państwem 4 piwa z browaru Kabinet.

     A, i jeszcze dodam - wszystkie etykiety są wykonane z ciekawego, odblaskowego papieru, co daje fajny efekt. 

     I jeszcze dodam - w chwili, gdy czytacie te słowa, jestem w drodze właśnie do... Serbii :) Lub już na miejscu.


poniedziałek, 15 września 2014

Ludzie są fajni

EDIT: ZNIKNĘŁY ZDJĘCIA :(


   A ludzie przysyłający piwa są jeszcze fajniejsi. Wiecie, jak to jest: czasem spotyka się człowieka, z którym nadaje się na tych samych falach – mimo że z pozoru jesteście zupełnie różni/różne. Moja ścieżka – zupełnie przypadkiem – skrzyżowała się kiedyś ze ścieżką Kwaha, a była to przyjaźń od pierwszego, a przynajmniej siódmego piwa... Mimo że Kwahu mieszka teraz w krainie, gdzie wszystkie zwierzęta chcą człowieka zabić, a woda w kiblu kręci się w drugą stronę, dalej utrzymujemy kontakt. I ostatnio kontakt ten zaowocował paczką... 16 piw rzemieślniczych, które Kwahu mi przysłał. Ot tak. Nie oczekując niczego w zamian. Ale w zamian dostanie równie dużą paczkę pełną polskich piw nowofalowych! A Was zapraszam do przeczytania opisu wszystkich 16. Głównie z Australii, ale nie tylko. Może akurat ktoś będzie w Australii i przyda my się opinia...

     Errata: opisów będzie mniej, niż 16. Okazało się, że w trakcie dalekiej podróży jedno piwo, Cleansing Ale z Two Metre Tall Company, zdążyło się zepsuć. Smuteczek.

wtorek, 24 czerwca 2014

Brytyjska ofensywa Lidla

     Zamiast przydługiego wstępu od razu powiem: żadne z piw „rzuconych” do Lidla wczoraj (a tak naprawdę wcześniej, można było kupić te piwa przynajmniej o dzień do tyłu w stosunku do tego, co zapowiadano w gazetce) nie jest rewelacyjne. Żadne nie jest też złe. Nie ma wśród nich petard, które spowodują u nas piwną nirwanę, nie ma też kapuścianych kwasiżurów, które można kupić tylko w celu złośliwego wylania ich sąsiadowi w ogródku, by mu kury pozdychały. Wszystkie te piwa można uznać za niezłe, poprawne, nawet smaczne. Idealne, by popijać je na spotkaniu ze znajomymi, do dobrego (albo kiepskiego, ja wolę takie) filmu, na grilla czy stania w bramie i rzucania butelkami w przejeżdżające samochody (a butelki te piwa mają ładne). Kosztują niewiele, nie absorbują za bardzo uwagi, a jednocześnie są przyzwoite. Tylko tyle i aż tyle. Szczegóły jak zawsze poniżej.

środa, 4 czerwca 2014

Scottish, not British!

     Jest 5 rzeczy, które przychodzą nam na myśl, gdy myślimy Szkocja: kilt, dudy (nie mylić z kobzą!), Sean Connery, szkocka whisky i głośny okrzyk "Freeeedooooom!". Może jeszcze haggies, czyli wnętrzności owcy wepchnięte w jej żołądek i usmażone w głębokim oleju oraz piwo. No właśnie... Piwo. Jakiś czas temu opisałem 4 piwa ze szkockiego browaru Williams Brothers. Okazało się jednak, że w sklepie były cztery kolejne piwa z tego browaru, których wcześniej nie miałem okazji pić... Nie był to osławiony ejl z worostami, ale i tak w zalewie potężnie nachmielonych amerykańcami ip-srip stonowane, brytyjskie Pale Ale stanowi pewną egzotykę. A na końcu bonus – piwo z browaru Swannay Brewery, z którym to nigdy wcześniej się nie spotkałem. Jak smakuje IPA po brytyjsku?

(P.S. były cztery, opisałem dwa - bo dwa pozostałe wyduldałem jak menel w pobliskim parku na ławeczce wśród szeroko rozumianego studenctwa)

poniedziałek, 19 maja 2014

Williams Brothers

     Chyba najbardziej znanym w Polsce szkockim browarem jest lekko „świrnięty” Brew Dog, jednak nie tylko on jest nietrudno dostępny na naszym rynku. Nietrudno, to znaczy czasem się trafia w sklepach specjalistycznych; jednocześnie jego piwa łatwo przeoczyć na półce, gdyż w porównaniu z wyżej wspomnianym kolegą jego etykiety są „grzeczne”, stonowane, takie... Zwykłe. Jednak piwa warzone przez browar Williams Brothers, bo o nim mowa, często do zwykłych nie należą: piwo w stylu szkocki gruit z wodorostami (piłem je z dwa lata temu) czy z dodatkiem leczniczych ziół to coś dosyć nietypowego. Jednak poza takimi cudakami (trudno dostępnymi...) browar warzy też piwa bardziej przyziemne, acz czasem też z ciekawymi składnikami. O czterech z nich opowiem tutaj. I – co istotne – nie są to piwa rujnujące kieszeń, za każde z nich dałem poniżej 10 zł.

środa, 23 kwietnia 2014

Piwo z krainy kangurów

     Prosto ze słonecznej Australii, gdzie każde zwierzę chce człowieka zabić, mieszkający tam rodowity Knurowianin przysłał mi 3 piwa z lokalnych browarów. Są to Fat Yak z Matilda Bay, The Chancer Golden Ale z browaru James Squire i Little Creatures - Pale ale. Nic Wam to nie mówi? Spokojnie, mi też! Co ciekawe, butelki mają nietypową dla nas pojemność 0,345 l. Według informacji kolegi (dzięki Kfahu!) piwa te można powszechnie kupić w Sydney, ale w sklepie; lane crafty czy piwa z mniejszych browarów można dostać jedynie w „hipsterskich” pubach. Ceny są na pewno wyższe niż u nas, ale nie jest to raczej zaskoczeniem; lany lokalny koncerniak (niemalże wyłącznie lagery) to wydatek ok. 5 dolarów, te z Europy to wydatek zwykle 50 australijskich centów więcej, natomiast ceny ciekawszych piw to już powyżej 7 dolarów. Trzeba jednak uwzględnić przy tym to, że we właściwie każdym lokalu funkcjonują happy hours i rozmaite promocje obniżające cenę piwa, a i zarobki mają dużo wyższe... Ale nieważne. Przejdźmy do piwa!

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

wtorek, 25 lutego 2014

Doktor Brew i jego ale


     Doctor Brew to nowy browar kontraktowy. I chyba pierwszy browar, który zebrał srogą dawkę hejtu, jeszcze zanim sprzedał choćby jedną butelkę swojego piwa. Jak nie popieram mieszania z błotem każdego, kto da jakikolwiek pretekst, tak tutaj jestem w stanie zrozumieć cały ten śmiech (ale nie żółć!), który wywołał browar swoimi marketingowymi dykteryjkami dotyczącymi piw i własnej działalności. Śmiech śmiechem, głupota głupotą, „lolcontent lolcontentem”, ale i tak najważniejsza jest zawartość - nie głowy marketing managera, tylko szkła wypełnionego piwem.

niedziela, 3 listopada 2013

Nikt mi nie wmówi, że czarne jest czarne


     Czyli Bojan Black IPA. Pisałem tutaj, że niestety nie udało mi się dostać pierwszej warki tego piwa, dlatego zauważywszy w sklepie butelkę z kolejnej partii szybko niczym piwny nindża pochwyciłem ją z półki, by mnie nikt nie ubiegł. A może to ta sama warka, tylko butelka się sprytnie ukryła gdzieś w sklepie – i to ta butelka jest prawdziwą nindżą? Nieważne. Cholera, ale bzdury wypisuję. Grunt, że jest. Chociaż, wbrew nazwie nie jest czarna. Ani nawet mocno ciemna. Bojan Black IPA z Browaru Bojanowo.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Nosorożec w składzie porcelany

     Drugie, w dodatku z rzędu, oceniane przeze mnie piwo wędzone, i znowu motyw odzwierzęcy. Tym razem jednak niezwiązany z nazwą piwnego gatunku. Tomasz Kopyra piwa uwarzone według własnej receptury nazywa właśnie od zwierząt – tak więc mieliśmy już m.in. Kruka czy Sharka, tym razem z kolei przyszedł czas na Nosorożca, a konkretniej piwo o nazwie „Rhino”. Sam autor lubi chwalić się, że jako pierwszy w Polsce uwarzył piwo konkretnego gatunku, czy raczej podgatunku. Tym razem wybór padł na smoked american pale ale, czyli wędzone (lub dymione) jasne piwo górnej fermentacji, chmielone amerykańskimi chmielami. Tutaj muszę przyznać, że nie jest to tylko pierwsze polskie piwo w tym stylu, które mam okazję pić – jest to także pierwsze piwo tego typu w ogóle, z którym mam do czynienia. Jakoś wcześniej nie zetknąłem się z tym stylem… Czy warto było poszerzyć piwne horyzonty?

wtorek, 2 lipca 2013

Jurajski bursztyn

Po wczorajszym niemiłym zaskoczeniu związanym z Corneliusem Pszenicznym postanowiłem po dłuższej przerwie wrócić do kolejnego piwa, którego dawno nie miałem okazji pić. Tym razem jednak przerwa nie była tak długa – Zawiercia Bursztynowego nie piłem ledwie od jakichś trzech miesięcy. Podobnie jak pszeniczny Cornelius, tak i Zawiercie Bursztynowe miałem w pamięci jako piwo smaczne i solidne, a w swoim przedziale cenowym – jedno z lepszych. Oczywiście zdarzały się warki gorsze, jak i takie, które skłaniały mnie do porzucenia innych piw – raz trafiłem na całą serię, która smakowała niemalże jak Atak Chmielu w jego najlepszych odsłonach (no, troszkę przesadzam, ale było naprawdę wyśmienite), innym razem trafiałem na egzemplarze, które w smaku przywoływały na myśl kompot ze spirytusem. Jednak przez dłuższy czas piwo trzymało równy, wysoki poziom. Czy tak jest dalej?