Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielskie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 września 2014

Ludzie są fajni

EDIT: ZNIKNĘŁY ZDJĘCIA :(


   A ludzie przysyłający piwa są jeszcze fajniejsi. Wiecie, jak to jest: czasem spotyka się człowieka, z którym nadaje się na tych samych falach – mimo że z pozoru jesteście zupełnie różni/różne. Moja ścieżka – zupełnie przypadkiem – skrzyżowała się kiedyś ze ścieżką Kwaha, a była to przyjaźń od pierwszego, a przynajmniej siódmego piwa... Mimo że Kwahu mieszka teraz w krainie, gdzie wszystkie zwierzęta chcą człowieka zabić, a woda w kiblu kręci się w drugą stronę, dalej utrzymujemy kontakt. I ostatnio kontakt ten zaowocował paczką... 16 piw rzemieślniczych, które Kwahu mi przysłał. Ot tak. Nie oczekując niczego w zamian. Ale w zamian dostanie równie dużą paczkę pełną polskich piw nowofalowych! A Was zapraszam do przeczytania opisu wszystkich 16. Głównie z Australii, ale nie tylko. Może akurat ktoś będzie w Australii i przyda my się opinia...

     Errata: opisów będzie mniej, niż 16. Okazało się, że w trakcie dalekiej podróży jedno piwo, Cleansing Ale z Two Metre Tall Company, zdążyło się zepsuć. Smuteczek.

poniedziałek, 8 września 2014

Azjatycki Lidl

     Pisałem już kiedyś, że bardzo podoba mi się inicjatywa Lidla dotycząca poszerzania piwnych horyzontów swoich klientów; że poza typowymi, dyskontowymi tanimi lagerami można tam spotkać także piwa górnej fermentacji i całkiem niezłą „pszenicę”. Do tego okresowo w Lidlach pojawiają się też piwa importowane – tutaj niestety jest już słabiej, zwykle są to po prostu tanie, zachodnie (lub wschodnie) marki, niemalże same eurolagery (wyjąwszy piwa brytyjskie). Tym razem pojawiły się cztery jasne lagery o wschodnim rodowodzie. Sapporo,

     Cóż, ten wschodni rodowód jest czasem tylko rodowodem, a nie faktycznym miejscem produkcji. Dwa z czterech piw warzone są w Unii Europejskiej. Ale nie ma to większego znaczenia; są to euro(azjo?)lagery pełną gębą i właściwie z góry wiadomo, czego można się po nich spodziewać. A może wcale nie, powinienem się zjechać za negatywne podejście i tym razem będę mile zaskoczony?

wtorek, 24 czerwca 2014

Brytyjska ofensywa Lidla

     Zamiast przydługiego wstępu od razu powiem: żadne z piw „rzuconych” do Lidla wczoraj (a tak naprawdę wcześniej, można było kupić te piwa przynajmniej o dzień do tyłu w stosunku do tego, co zapowiadano w gazetce) nie jest rewelacyjne. Żadne nie jest też złe. Nie ma wśród nich petard, które spowodują u nas piwną nirwanę, nie ma też kapuścianych kwasiżurów, które można kupić tylko w celu złośliwego wylania ich sąsiadowi w ogródku, by mu kury pozdychały. Wszystkie te piwa można uznać za niezłe, poprawne, nawet smaczne. Idealne, by popijać je na spotkaniu ze znajomymi, do dobrego (albo kiepskiego, ja wolę takie) filmu, na grilla czy stania w bramie i rzucania butelkami w przejeżdżające samochody (a butelki te piwa mają ładne). Kosztują niewiele, nie absorbują za bardzo uwagi, a jednocześnie są przyzwoite. Tylko tyle i aż tyle. Szczegóły jak zawsze poniżej.

wtorek, 15 października 2013

Bombardier Bitter


     Pewnie niejeden (niejedna) z nas będąc w okolicznym super lub hipermarkecie widział(a) to piwo. Bombardier (premium bitter, chociaż widziałem też porter) pojawił się na półkach polskich sklepów – o ile mnie pamięć nie myli – jeszcze kiedy przeciętnemu polskiemu piwoszowi słowo „bitter” mogło kojarzyć się co najwyżej z nazwą egzotycznej choroby, a „ale” nie było niczym więcej, niż spójnikiem (albo węgorzami po Śląsku). Mimo to niestrudzenie markety sprowadzały do siebie to piwo (często wespół z innymi piwami z browaru Wells, a potem Wells and Young’s), a ja z chęcią kupowałem je, kiedy z powodu braku nabywców i zbliżającej się daty ważności przeceniano je o połowę. Dziś wydanie blisko 10 zł na jedno piwo nie jawi mi się już niczym niezwykłym, więc przyszedł czas na recenzję Bombardiera.  

środa, 10 lipca 2013

Kto płaci za opakowanie?

   „Ci państwo płacą!” Była kiedyś reklama wyśmiewająca płacenie za opakowanie kupowanego produktu. Chodziło w niej, o ile dobrze pamiętam, o pastę do zębów, a mało rozgarnięty facet nie rozumiał, że płacenie wyższej kwoty za towar, tylko z powodu atrakcyjnego opakowania, jest bez sensu. Prawda jednak jest taka, że sprzedać można wszystko, jeśli tylko opakuje się to wystarczająco atrakcyjnie. Oczywiście piszę to, by się usprawiedliwić, bo dałem się złapać – po angielskie St. Peter’s India Pale Ale sięgnąłem głównie dlatego, że zaintrygowała mnie dosyć oryginalna butelka, kojarząca się raczej z mocniejszymi alkoholami albo jakimś… Lekarstwem. Mało tego – na etykiecie widnieje też dosyć tandetna „gwiazdka” krzycząca wszem i wobec, że oto piwo ma teraz nowy, bardziej chmielowy smak. Czy faktycznie tak jest?