czwartek, 26 września 2013

Bardzo mi bliskie piwo grodziskie

     Piwo Grodziskie. Jeden z niewielu typowo polskich piwnych stylów. Nazywane grodziskim szampanem. Przez długi czas nieobecne na polskim rynku, powoli wraca do łask za sprawą Pinty, Artezana i… Browaru Fortuna. Ten ostatni jeszcze nie warzy swojego „grodzisza”, ale już zapowiada reaktywację browaru w samym Grodzisku Wielkopolskim, "mateczniku" tego piwa, gdzie oczywiście będzie warzyć właśnie grodziskie. A ja zapraszam Was do lektury recenzji aż dwóch różnych piw w tym stylu – pintowego A’la Grodziskiego oraz Grätzera prosto z Holandii!


     Dlaczego „grätzer”, skoro styl ma być polski? Otóż Grodzisk przez jakiś czas leżał w granicach państwa niemieckiego czy pruskiego i tak w języku Goethego brzmi nazwa tego stylu. Jako ciekawostkę warto dodać, że browar Jopen, poza zakupionym przeze mnie Grätzerem, uwarzył też piwo, które nazwał „Grodziskie”, a różnią się one nieco recepturją – to o polskiej nazwie zawiera dodatek kory wierzbowej. Kolejna ciekawostka: piwo w tym stylu uwarzono także we Włoszech. Birra Amiata nazwała swoje piwo Light Polska, a na etykiecie widnieje biało-czerwony orzeł. Oczywiście także wiele innych browarów na całym świecie próbuje warzyć to piwo.


     Czym w ogóle jest piwo grodziskie? Jest to bardzo lekkie wędzone piwo pszeniczne. Grodziskie jest (a przynajmniej być powinno) mocno orzeźwiające, mieć niską zawartość alkoholu i być mocno wysycone. Na dnie butelki osadzają się drożdże; jednak w przeciwieństwie do klasycznych hefe-weizenów nie powinniśmy ich zbierać i wlewać do szkła. A jeśli chodzi o szkło – jak widać na zdjęciach, nie posiadam szklanki dedykowanej temu piwu; powinna ona być wysoka, wąska i mocno rozszerzać się ku górze.  

     Jak czytałem swego czasu na jednym forum, grodziskie produkowane w czasach PRLu nie cieszyło się zbyt dużym wzięciem. Podobno nawet w czasach pustych półek trunek ten zalegał w sklepach. Ja z PRLu pamiętam bardzo niewiele, może nawet nic, a na pewno nie smak piwa – jednak mój ojciec poczęstowany oboma „grodziszami”stwierdził, że w żaden sposób nie przypominają w smaku tego, z czym zetknął się w młodości. To chyba dobrze.

     A’la Grodziskie

     Piwo to piłem już wiele razy. Niska zawartość alkoholu (2,6%) powoduje, że można pić je niemalże bezkarnie. A jak smakuje? Cóż. Trochę jak… Nachmielona woda spod kiełbasy. Poważnie! Zauważyłem, że mniej-więcej czterech na pięciu częstowanych przeze mnie tym piwem znajomych krzywi się z niesmakiem – jednak chodzi tutaj raczej o samą „wędzonkę” w piwie, która wielu osobom do gustu nie przypada. Ja piwa wędzone lubię, a pintowe grodziskie często towarzyszy mi przy grillu. Czuć w nim delikatną goryczkę, rzeczoną wędzonkę i pewną wodnistość – jednak w przypadku piwa o ekstrakcie 7,8% nie może być to traktowane jako zarzut. Piwo przyjemnie musuje w ustach i lekko orzeźwia. Jeśli ktoś nie boi się wędzonki, może śmiało sięgać po to piwo.

Moja ocena: 7,5/10

     Grätzer

     Mimo odrobinę niższego ekstraktu piwo to jest mocniejsze od swojego odpowiednika z Pinty. 4% alkoholu przy tak niskim ekstrakcie to jednak całkiem sporo. Grätzer jest nieco ciemniejszy i bardziej klarowny niż A’la Grodziskie; jednocześnie ma dużo okazalszą pianę, która nawet długo po wypiciu piwa pozostaje na ściankach. Uczucie musowania jest znacznie silniejsze, podobnie jak wędzonka – tutaj piwo smakuje już, jakby ktoś do środka powrzucał wędzonego boczku… Mi to absolutnie nie przeszkadza. Także goryczka jest jakby mocniejsza. Jednak piwo ma jeden niewielki mankament, który powoduje, że w mojej ocenie jest mniej smaczne od dzieła Pinty: posmak lekko owocowo-winny. Niemniej dalej jest bardzo fajne i orzeźwiające.

Moja ocena: 7/10



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz