czwartek, 30 stycznia 2014

Krótko o piwie vol. 3

     I kolejne trzy krótkie opisy piwa. Tym razem wziąłem na tapetę szałPiwną Bździągwę, gościszewskiego Rycerza oraz nowość – Amercan Brown Ale z Browaru Birbant. Tutaj spieszę wyjaśnić, że Birbant (co po staropolsku oznacza osobę wiodącą hulaszczy żywot) to kontraktowy browar osób związanych z Haustem. Miejscem warzenia jest Witnica, a birbantowa premiera pierwszego piwa miała miejsce tydzień temu.


Birbant, American Brown Ale

     Miałem okazję pić to piwo już w premierowy weekend, jednak jakoś nie mogłem zabrać się za jego opisanie – więc czynię to teraz, popijając kolejną butelkę. Jest to o tyle łatwiejsze, że piwa z tego browaru jak na „początkującego” kontraktowca są stosunkowo łatwo dostępne; z frontu piwnej rewolucji pojawiły się nawet doniesienia, że można je dostać na niektórych stacjach benzynowych! A przynajmniej na jednej. Zawsze coś.

     Ale dobra, dostępność dostępnością, a jak z pijalnością? Przede wszystkim nie spodziewałem się tak silnego uderzenia amerykańskich chmieli. Niby 61 IBU to niemało, jednak język przyzwyczajony do mocniej nachmielonych piw powinien na taki współczynnik obojętnie wzruszyć kubkami (czy co tam robią języki). Niedoczekanie moje! Niski ekstrakt w ten sposób współgra z nachmieleniem, że na dzień dobry dostajemy cytrusowo-sosnowego kopa w twarz. Czy to źle? Skądże! Nic nie mam przeciwko mocno goryczkowym piwom. Tylko że... Tutaj profil smakowy jest trochę jednowymiarowy i dopiero po jakimś czasie dochodzi do głosu karmel i słodowa podbudowa. Jeśli szukamy mocno nachmielonego, lekkiego piwa, nie będziemy zawiedzeni. Jeśli jednak nie jesteśmy hopheadami... Cóż, nie każde piwo musi każdemu smakować. Mi smakowało.

Moja ocena: 7/10


SzałPiw, Bździągwa

     Wprawdzie nie jest to pierwsza warka tego piwa, jednak z powodu jakichś magicznych, złowrogich sił lub SPISGU nie dane mi było wcześniej tego piwa spróbować. A szkoda – albo i dobrze? Ponoć poprzednie warki (nomen omen) szału nie robiły. Piwo, które piję pisząc te słowa, także nie zwala z nóg – ale muszę przyznać, że jest całkiem smaczne. Jest to belgijski ale, więc w zapachu mamy nuty owocowe, przyprawowe, pieprzne. Mile czuć słodowość oraz chyba troszkę diacetylu, masełka, ale na poziomie ledwo wyczuwalnym. W sumie to nawet nie wiem, czy sobie go nie wmówiłem – w smaku go nie czuję. Czuję za to wyraźnie owocowy posmak, kojarzący się z wiśnią; bardzo przyjemnie współgra to z delikatną, niemal nieobecną, ziołową goryczką, rzeczoną „przyprawowością” (jakby moja nauczycielka języka polskiego z liceum zobaczyła to słowo, pognałaby mnie gdzie pieprz rośnie) i ciałem delikatnym jak kobieta na etykiecie. W ogóle podoba mi się konwencja nazewnicza piw z SzałPiwu. Cenię lokalny patriotyzm, czy to odnoszący się do miast, miejsc charakterystycznych dla regionu czy miejscowej ludności, ale także ten związany z lokalnym dialektem/językiem/gwarą. W tym wypadku nazwa „Bździągwa” sugeruje, że piwo będzie raczej lekkie, łatwe i przyjemne – i tak jest w istocie. Dobre, solidne piwo, do którego pewnie będę wracał.

Moja ocena: 7/10

Gościszewo, Rycerz

     Wspomniałem kiedyś, że jednym z pierwszych piw regionalnych, jakich dane mi było spróbować, był gościszewski Rycerz. Wtedy moje piwne preferencje sprowadzały się do tego, by piwo kosztowało mało i kopało szybko, jednak lany z beczki w stoczniowej knajpie w Trójmieście Rycerz wydał mi się najlepszym piwem, jakie dane mi było w życiu pić. A teraz... To piwo jest puste jak obietnice polskich polityków. Zarówno w zapachu, jak i smaku jest tu jedynie delikatna słodowość, trochę żelazistości i słonawy posmak po przełknięciu. A poza tym nic! Piana opada szybko jak libido nastolatka po zobaczeniu opalającej się nagiej 85-letniej sąsiadki, goryczki praktycznie brak; to piwo jest nijakie aż do bólu. Nawet wysycenie jest niskie jak moje zarobki... Właściwie sięgnąłbym po nie tylko mając do wyboru to lub najpopularniejsze koncernowe lagery – przynajmniej nie śmierdzi skarpetkami.

     Ciekawe, czy to mi aż tak zmieniły się preferencje, czy to piwo aż tak zeszło na psy? Albo standardowo mam pecha i trafiłem kiepski egzemplarz?

Moja ocena: 3/10

2 komentarze :